O potencjale, współpracy i...piwie - czyli co nowego w Bieczu

O potencjale, współpracy i…piwie – czyli co nowego w Bieczu

Jako „ludność napływowa”, w dodatku większość dnia spędzająca w pracy w innej gminie w innym województwie, nie od razu Biecz odkryłam, zresztą po dziesięciu latach odkrywam go ciągle. I z każdym rokiem jestem jestem coraz bardziej zafascynowana, bo wydaje mi się (nie wydaje – przekonana jestem), że coraz więcej w nim przestrzeni na pasje, aktywności i innowacje, a to dzięki temu, że jest tu potencjał, jest współpraca i animacja i jest… piwo : ) Już pokrótce i po kolei wyjaśniam:

Potencjał:

Nie mam na myśli tylko bogatej historii, architektury i zabytków. Mam na myśli przede wszystkim ludzi, którym się chce tu żyć i działać. Nie jest to łatwe, bo bogata historia, architektura i zabytki niestety nie idą w parze z rozwiniętym rynkiem pracy, mnogością usług i bogactwem perspektyw. A jednak nie wszyscy stąd wyjeżdżają, niektórzy zostają, niektórzy wracają a niektórzy przyjeżdżają – i ci co są, próbują tworzyć w tym wyjątkowym miejscu rzeczy wyjątkowe. Tym sposobem mamy w Bieczu badaczy i pasjonatów historii, mamy artystów i rzemieślników, mamy powrót do pierników i nadzieję na powrót do szkoły katów, mamy od niedawna wyjątkowy festiwal i fajny mural na wiadukcie. No i mamy pełen pasji domowy browar i równie pełną pasji ekipę łuczników. A ja mam wielką przyjemność tę społeczność współtworzyć.

Współpraca i animacja:

Oczywiście jest jeszcze wiele do zrobienia, ale uważam, że nie ma co narzekać, bo jest w Bieczu na animację i współpracę przestrzeń. Skoro mogę (każdy może) wziąć udział w obradach o strategii gminy (wzięłam aktywny), skoro mogę wspólnie z formalnymi (samorząd, instytucje) i mniej formalnymi (NGOsy, grupy nieformalne) aktywistami zastanawiać się nad miejskim kalendarzem imprez i dopisać w nim swoje wydarzenie (zastanawiałam się i jako łuczniczka dopisałam), skoro mogę mieć swój mały wkład w wielki festiwal (jako łuczniczka i jako Present Simple w akcji dla łuczników miałam), skoro wreszcie na koniec roku mogę z wszystkimi spotkać się na całkiem sympatycznej wigilii na bieckim rynku (spotykam się), to moim zdaniem nie jest źle. Pewnie niektórzy zarzucą mi, że w tej współpracy i animacji jest sporo powierzchowności i niekonsekwencji, zwłaszcza na linii formalne-nieformalne, ale uwierzcie, gdy mam okazję rozmawiać o społecznościach lokalnych z różnymi ludźmi w różnych miejscach w Polsce, to dla wielu osób sytuacja taka jak u nas to marzenie. A poza tym mam co najmniej jeden przykład na współpracę i animację bez powierzchowności i niekonsekwencji. Tu znów wkracza pełna pasji ekipa łuczników i pełen pasji domowy browar, a do tego pełna pasji protagonistka chóru i pewne stowarzyszenie, i gdy sypie się jedno z głównych wydarzeń towarzyszących tegorocznej edycji Kromer Festivalu (wspomniana powierzchowność i niekonsekwencja, zwłaszcza na linii formalne-nieformalne), organizuje w Bieczu średniowieczny obóz z orszakiem Mieszka i Dobrawy, turniej łuczniczy i degustację piwa (a Present Simple uwija się z grafiką i promocją). A stąd już tylko krok do najważniejszego składnika tego wpisu.

rozembark_presentsimple_piwo

Piwo:

To piwo jest wyjątkowe bo uwarzone na bazie lokalnego potencjału, współpracy i animacji. Stoją za nim Browar Domowy Guzimir (pełen pasji browar domowy) i Nieformalna Grupa Łucznicy Rozembark (pełna pasji ekipa łuczników), a pomysł na nie zrodził się w efekcie ich współpracy podczas tegorocznego Kromer Festivalu (przykład na współpracę bez powierzchowności i niekonsekwencji). Jeśli chcecie poznać recepturę, odsyłam do Tomka, właściciela pełnego pasji browaru, o łuczniczych inspiracjach i kulisach powstania tego piwa opowie Wam Włodek, lider pełnej pasji ekipy łuczników, ja natomiast dzielę się tym, jaki wkład w uwarzenie tego trunku miało Present Simple – czyli trochę o koncepcji nazwy i etykiety. Pierwotnie piwo miało się nazywać „Strzała Południa”, ale ta zbitka ma w naszej społeczności jednoznaczne skojarzenia z przejeżdżającym przez Biecz pociągiem, więc skoro miało być łuczniczo, to pokusiłam się o wariacje na temat. Zaproponowałam nazwę „W SAMO POŁUDNIE”, nawiązując do tytułu westernu, przy czym rewolwer zamieniłam w tym przypadku na łuk. „W samo południe” ma dla mnie skojarzenia z „w samo sedno”, „w sam środek”, więc w pewien sposób kojarzy mi się z łuczniczą celnością. Poza tym Południe możemy w tym kontekście rozumieć jako porę dnia, dobrą zarówno na piwo jak i na strzelanie z łuku, ale też geograficznie – jako miejsce, gdzie takie piwo i takie strzelanie się dzieje. A jeśli chodzi o przepis na etykietę, to najpierw wpatrywałam się w etykiety innych piw Browaru Guzimir (tworzone między innymi przez bieckich artystów, więc z poprzeczką ustawioną wysoko) i w plakaty do filmu „W samo Południe”. Potem wzięłam jedno ze zdjęć Łuczników Rozembark zrobionych w Bieczu przez jednego z naszych zaprzyjaźnionych bieckich pasjonatów i aktywistów. Przepuściłam je przez filtry w BeFunky i Pixlr, i ostatecznie zakończyłam pracę w mojej ulubionej Canvie. Tak – wiem, że jedno narzędzie pewnie by wystarczyło, ale w recepturze tego piwa też mamy wiele składników, prawda?

Efekt współpracy, warzenia i mojej pracy dostępny jest od dzisiaj. Ciekawa jestem bardzo Waszych opinii – dacie znać w komentarzach, co myślicie?

Zapraszam również na fanpage Browaru Domowego Guzimir oraz do Łuczników Rozembark. Na zdrowie!

PS. Zdjęcie pochodzi z galerii stowarzyszenia Maszynka Kreatywności udostępnionej Łucznikom Rozembark i Present Simple.

Facebookpinterestmail